Zakopane

2010
06.03

dsc_1015Pomysł wyjazdu w nasze piękne Tatry pojawił się już w połowie maja. Jednak kolejna powódź stulecia pokrzyżowała nam plany i finalnie na Podhalu  zawitaliśmy w ostatni weekend maja. Zapraszam do zapoznania się z relacją.

Dzień 1

Późnym popołudniem tzn po 18.00 startujemy z Łodzi, ponieważ po 21 robi się ciemno, a jeżdżenia w nocy nie lubię bardziej od ciepłego piwa, gnamy co sił Gierkówką, później autostrada A4 i finalnie Zakopianką. Czyli najgorsze na koniec… :/ Po 4h jazdy jesteśmy na miejscu. Do dyspozycji mamy superowy apartamencik z widokiem na giewont. Bajka. Robimy herbatę i idziemy spać, wszak jutro w górki.

Czytaj resztę wpisu »

Zamek w Gołuchowie

2010
05.22

… był celem naszej majowej jednodniowej wycieczki. Zamek leży na północny zachód od Kalisza. Czyli około 130 ok od Łodzi. W pogodne sobotnie przedpołudnie ruszamy do celu, o dziwo nie pada, dziwne przecież dzień bez deszczu jest dniem straconym. Po drodze napotykamy  na utrudnienia w ruchu a właściwie jego brak gdyż ruch wahadłowy przestał być wahadłowym a kierowcy spotkali się na środku zwężenia. I tutaj jest wyższość jednośladu, kawałek pobocza i zator staje się wspomnieniem. Przejeżdżamy przez Wartę i jesteśmy zszokowani wysokością stanu wody, akurat przechodziła tamtędy fala powodziowa. Liczni strażacy zabezpieczają most, jednak żywioł jest nie do okiełznania. Reszta podróży odbywała się już bez przeszkód. Przybywamy do celu i zastanawiamy się od czego zacząć zwiedzanie. Do wyboru jest zamek, pałac, muzeum Leśnictwa oraz żubry. Startujemy od muzeum, mieści się ono w dawnych budynkach powozowni. Jest ciekawsze niż mogło się wydawać, zgromadzono dużo sprzętu potrzebnego do uprawiania gospodarki leśnej, tablice informacyjne o zalesieniu na świecie (czy wiesz że największa powierzchnia lasów należy do Rosji?) a nawet wypchane zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Po muzeum udajemy się do zamku, zwiedzanie zaczynamy od dziedzińca i licznych komnat  zdobionych gobelinami czy obrazami. Renesansowy zamek robi na nas świetne wrażenie, stwierdzamy że jest zdecydowanie za mało reklamowany, zresztą tak jak większość ciekawych atrakcji w Polsce. Nie będę szczegółowo opisywał rysu historycznego gdyż jest on do poczytania na stronie zamki.net.pl. Park opasający zamek to przeszło 22 hektary, zatem dojście do żubrów i koników polskich zajmuję nam sporo czasu. Na koniec jeszcze rzut okiem na pałac mieszkalny zwany Oficyną i kierujemy się w stronę domu. Tym razem jedziemy przez Kalisz gdzie  zatrzymujemy się na obiad na starówce. Sam Kalisz całkiem przyjemny, w końcu to jedno ze starszych Polskich miast. Ciemne chmury na horyzoncie, zapowiadają burzę (w końcu musi popadać) więc czym prędzej ruszamy do Łodzi. Niestety w Pabianicach wpadamy w sam środek piekiełka. Walił grad, a ulice zamieniły się w rwące rzeki, ponieważ w dwie minuty zrobiłem się całkiem mokry nie było sensu ubierać się w przeciwdeszczówki na szczęście Asia mniej zmokła, ach ta aerodynamika :)

Czytaj resztę wpisu »

III Zlot ADV

2010
05.10

O trzecim zlocie ADV wiedziałem już mniej więcej od listopada, zatem termin 16-18 kwietnia już od dawna był zapisany na czerwono w mojej moto agendzie.

Dzień 1

Długo wyczekiwany dzień wyjazdu w końcu się stał faktem, jak zwykle troszkę się zrywam z roboty gdyż o 13 jestem umówiony w Piotrkowie Trybunalskim z Nersem. Przybywając kilka minut przed czasem w ustalonych punkcie zbornym, nawet nie zdążyłem skończyć kawy a tu z dokładnością do minuty podjeżdża Neru, no no, to się nazywa punktualność. Szybkie dotankowanie i jedziemy. Przebić się tylko przez Piotrków Trybunalski, dalej już luźno i mniej ruchliwie. W czasie jazdy po koszmarnie dziurawej drodze, zastanawiam się jak można po Polsce śmigać ścigaczami albo cruiserami. No widać można… :) Zacięcia niektórym nie brakuje. Po drodze wpadamy na obiadek, dwa placki po węgiersku znikają w mig. Niestety Morsko osiągamy dość szybko, w końcu to tylko 200km. Odhaczamy się na liście, wpłacamy kaucję i mamy kluczyk do domku. Z powodu zaistniałych roszad, jesteśmy jedynymi lokatorami. W sumie to nikt nie lubi ścisku ;]. Rozpakowujemy graty i jedziemy do pobliskiej wsi zrobić zapasy lokalnych trunków i kiełbasy na ognisko. Wieczór standardowo: przy ognisku, kilka znajomych twarzy ze zlotu w 2009 roku i jak zwykle pogaduchy o sprzętach, podróżach i planach. Po przechyleniu kilku złocistych trunków stwierdzamy, że trzeba iść spać. W końcu jutro rajd i trzeba mieć jako taką formę.

Dzien 2

Rano budzi mnie gang silnika z przelotowych (czyt. pustych) tłumików, normalnie bym się wkurzył ale nie tutaj i nie dzisiaj. Zbieramy się na śniadanie, które okazuję się wielką wtopą logistyczną ze strony ośrodka. Czekamy jakieś 45 na złożenie zamówienia a później jeszcze kilkanaście na realizację. W trakcie śniadanie poznajemy Wildera jeżdżącego na BMW F650SG Dakar, namawia nas na zaliczenie odcinków specjalnych (offroad). Nie wiedząc w co się pakujemy zgadzamy się, to będzie hardcore bo mamy stricte szosowe opony. Nowo poznany kolega jest z Katowic więc wszystkie ścieżki w okolicy zna jak drogę do piwnego koło swojego domu. OSy są super, leśne drogi, szutry. Mijamy kolejno zamek w Mirowie, Bobolicach a później Ogrodzieniec, wszystko wygląda znajomo, bo przecież tutaj byłem z plecaczkiem w 2008 roku. Odpuszczamy sobie Odcinki Specjalne wiodące przez pustynię, w końcu ani opony ani technika nie ta. Przychodzi nam też pokonać leśną drogę ze zwalonymi drzewami, swoim boxerem ledwo mieściłem się pomiędzy drzewami, chłopaki na swoich małych i lżejszych GSach zostawili mnie w tyle, ale dałem radę. Nasza trasa liczyła 200km, w tym połowa poza asfaltem, o zmierzchu szczęśliwie dojeżdżamydo bazy. Przyznam się, że offroad jest wymagający, zarówno dla sprzętu jak i dla kierownika. I wbrew pozorom, jazda motocyklem w takich warunkach wymaga kondycji. Dlatego polegliśmy po trzech piwach :)

Dzień 3

to czas powrotu. Do miejscowości Końskie (na południowy wschód od Łodzi) jedziemy razem, później każdy odbija w swoją stronę. Z powodu zaistniałych okoliczności (pogrzeb pary Prezydenckiej) wioski przez które jedziemy praktycznie są wymarłe. Brak pieszych, brak aut. Momentami czuję się jak w filmie „28 dni później”. Szybkie pożegnanie i rozjeżdżamy się w przeciwnych kierunkach. W okolicy Piotrkowa widzę hordy motocyklistów wracających z Częstochowy ze zlotu Gwieździstych. Ech… nie dla mnie takie spędy.

Reasumując, weekend super, miło było znowu odwiedzić ten piękny zakątek naszej Ojczyzny. A teraz… no własnie dokąd teraz?

Czytaj resztę wpisu »

Drzewica

2010
04.28

Pomysł wyjazdu do Drzewicy pojawił się już na początku sezonu, realizacja troszkę się opóźniła ale w końcu się udało. Rzut planu na forum Adv i jest dwóch chętnych. Startujemy w sobotę (24.10) w samo południe. Lecimy tylko bocznymi drogami. Przy okazji testuję nowo zakupioną nawigacje. W końcu pozbyłem się tragicznej automapy, toż to koszmar był jakiś. Trasa bardzo przyjemna, ok 90 km w jedną stronę. Sam zamek to oczywiście ruiny, nie brakuje również fosy. Niestety nie można wejść do środa, szkoda. Wracając prowadzę grupkę przez dobrze znane wiochy w okolicy Tomaszowa. Na jednym ze słupów dostrzegam bociany. Tak! Jesteśmy uratowani, wiosna w końcu przyszła.

Kilometraż: 200

Czytaj resztę wpisu »

10 kwietnia…

2010
04.12

to data która na długo zapadnie wszystkim Polakom. W związku z tragicznymi wydarzeniami wszystkie imprezy zostały okrojone, odwołane, przeniesione. Tak więc planowana akcja „Poznaj Historię Polski Etap I” odbędzie się prawdopodobnie 7 maja (wielkie może). W sobotę odbywała się akcja „Motoserce„. Miał być koncert, zbieranie krwi i parada. Mimo nie rozpieszczającej aury stawiliśmy się na rynku w Manu, koncertu rzecz jasna nie było, ogólnie cicho i raczej kulturalnie. Tego wymagała ta wyjątkowa sytuacja. Na rynku pojawiło się kilkadziesiąt maszyn, więc raczej bida z nędzą jak na takie miasto. W większości to ciężkie cruisery ociekające chromem chociaż było kilka perełek jak custom czy stary M72. Paradę odpuściliśmy sobie na rzecz objechania punktów które chcemy pokazać w przyszłości: jak pałac Herbsta, Księży Młyn, pałac Schaiblera, Poznańskiego itp… W między czasie moje moto było eksponatem w sesji ślubnej… szkoda że nie poprosiłem o foty… no cóż.

Już w piątek uderzam na III zlot ADV w Morsku, a w niedziele jak bozia pozwoli to nawet na zlot Gwieździstych się załapię. Obaczym. Poniżej kilka fot z soboty.

Sezon 2010 czas zacząć

2010
03.19

W końcu po koszmarnie ciężkiej zimie 19 marca udało się rozpocząć długo wyczekiwany sezon motocyklowy.
W wolnych chwilach w robocie (w czasie zimy) :) rozebrałem moto i wprowadziłem małą modyfikację, mianowicie drugie gniazdko koło zegarów np. dla navi albo telefonu. To fabryczne pod siedzeniem będzie dla plecaczka, grzałki do kurtki albo inne elementy ekstrawagancji lol. Przy pierwszych jazdach testowałem również spoiler na szybę, teraz przy długich trasach będzie mniejszy hałas a lepsza aerodynamika spowoduje mniej deszczu na kurtce podczas jazdy.

Czytaj resztę wpisu »

Harley nie hamuje…

2009
11.29

…czyli z Vegas do tamy Hoovera. Odwiedzając Vegas nie mogłem sobie odmówić wypożyczenia HD i dotarcia do słynnej tamy Hoovera. Samo prowadzenie HD nie sprawia kłopotów, gorzej z hamowaniem. Przyzwyczajony do absu bez problemu zablokowałem przednie koło w czasie hamowania przed czerwonym światłem. Odpuszczenie hamowania i ponowne hamowanie wyprowadziło nas z opresji, ale zrobiło mi się gorąco. Ale do rzeczy… wyjechanie z LV trwa całą wieczność, niby miasto o populacji zbliżonej do Łodzi to same przedmieścia ciągną się w nieskończoność. W końcu udało się, jedziemy malowniczą drogą przez Nevadę, wzdłuż jeziora Mead, ciepły listopadowy wiatr chłodzi nasze twarze. Gang V-twina miło odbija się od okolicznych skał, mimo że jedziemy nie śpiesznie sprawnie dojeżdżamy do tamy. Decydujemy się na szybki tour, łącznie z wejściem do środka. Jesteśmy mocno zdziwieni, że taką realizację udało się wykonać w zaledwie 5 lat i to w okresie głębokiego kryzysu… Po godzinnym tourze, zbieramy się do Vegas, niestety jest to listopad i trzeba się liczyć z tym że szybko robi się ciemno. Na czas dojeżdżamy do wypożyczalni i oddajemy sprzęta. Uczucie jazdy przez Nevade, bezcenne. Viva Las Vegas!

Czytaj resztę wpisu »

Lwów 2009

2009
10.11

Jeśli czytaliście poprzedni wpis o rajdzie Felkowskim to wiecie, że właśnie tam padł pomysł wyjazdu do Lwowa. Taki trip kończący sezon 2009. Ponieważ lubię plany wcielać w życie już w czwartek późnym wieczorem (tj. 20 października) siedzieliśmy na motocyklu i jechaliśmy w stronę Warszawy. Noc musieliśmy spędzić w Warszawie gdyż zbiórka była zaplanowana na blady świt, zatem poranny dojazd nie wchodził w rachubę. Zimny jesienny wieczór wyraźnie dał odczuć iż lato się już skończyło, w takie pogody docenia się podgrzewane manetki. Sam dojazd do Wawy dość szybki i bez problemowy. Siostra, dzięki za przenocowanie nas.

Czytaj resztę wpisu »

Kuferki

2009
10.05

Własnie dojechały wypasione kufry Zega Pro od Touratecha, zamówione przed wyprawą do Lwowa. Po rozpakowaniu to co dziwi najbardziej to ich waga, mimo sporych gabarytów są mega lekkie. Teraz do akcji wchodzi wiertara, klucze i śrubokręty gdyż montaż jest we własnym zakresie. Czytaj resztę wpisu »

XIII Rajd Felkowski

2009
09.29

Rajd Felkowski już od dawna zajmuje jedną z ważniejszych pozycji w moim motocyklowym kalendarzu.  Pewnie pierwsza myśl na samo słowo „rajd” przynosi obraz szaleńców na motocyklach, ryczących maszyn, porwanych niewiast… nic bardziej mylnego. Rajd Felkowski to kwintesencja motocyklizmu, czerpanie radości z jazdy, podziwianie widoków i nieśpieszne zaliczanie kolejnych checkpointów.

Czytaj resztę wpisu »