V zlot ADV Rider

2011
04.17

dsc_3172Pierwszy w tym sezonie, a 5 ogółem zlot forum ADV Riders już za mną. Jedna z bardziej odległych części Polski: Dziwnówek koło Świnoujścia był miejscem docelowym. Wyjazd w piątkowy kwietniowy poranek dał mi głęboko do zastanowienia gdzie to całe globalne ocieplenie o którym trąbią zieloni. Jazda przy temperaturze 3-4 stopni nie należy do przyjemnych ale przecież twardym trzeba być nie miętkim.
Nersu z którym miałem jechać, odpadł dzień wcześniej, szkoda. W Gnieźnie dołączam do Marcina z którym byłem w Rumunii. W kupię raźniej. Sam dojazd do miejsca zlotu bez problemów. Zostaje zakwaterowany w domku letniskowym zwanym później pieszczotliwie paździerzem. Wieczór to czas ambitnych dyskusji przy ognisku, pieczenia kiełbasek, uzupełniania płynów i rozjeżdżania płonących szczap drewna motocyklem. Kolejność dowolna. Tak tak, mały doping i właściciel BMW wjedzie nawet w żywy ogień.

httpv://www.youtube.com/watch?v=v0LVfdMJ25Y&feature=player_embedded#at=38

Noc w nieogrzewanym paździerzu wyjątkowo zimna, a właściwie mroźna. Skórę ratuje mi wzięty z domu śpiwór który pozwala zasnąć przy 1 stopniu powyżej zera.
Kolejny dzień to już czas na zwiedzanie okolicy, cześć ludzi wali na offroad jednak moje szosowe kończące się opony zdecydowanie preferują czarne. Poza tym jadąc 500 km w jedna stronę chciało by się jeszcze coś zobaczyć. Szybko zawiązuje się nie duża grupka forumowiczów, uderzamy do Świnoujścia gdzie czeka nas przeprawa promowa, następnie Heringsdorf gdzie na długaśnym molo sprzedają tutejszy specjał: kanapkę Bismarcka czyli śledzie w bułce. Śledź jak to śledź, słony, identyczny do naszego.

Jedziemy dalej do Peenemünde, miejsce gdzie III rzesza budowała rakiety V1 i V2. Zwiedzamy także rosyjska łódź podwodna, ciasnota nie miłosierna. Z trudem takie dryblasy jak ja znajdują miejsce aby się wyprostować. W drodze powrotnej ponownie przeprawa promem oraz oraz świeża rybka w smażalni. Wieczorne ognisko na plaży to znowu pogaduchy i kiełbaski. Po Niemczech zrobiliśmy może 150km, ale wystarczyło aby obalić mit o wspaniałych drogach, są dziury, jest żwir na zakrętach – podobnie jak u nas.

Zlot pod względem organizacyjnym super! Fajnie ze komuś się jeszcze chce. To co mnie trochę przeraziło po powrocie to fakt iż dopiero takie odległości do przejechania motywują do wbijania się w moto ciuchy. Latanie koło komina jest już de facto bez sensu, takie odczucia miałem po powrocie z Rumunii i myślałem ze przez zimę mi przyjdzie niestety byłem w mylnym błędzie. Czy staje się typowym połykaczem kilometrów? :D

Kilometraż: 1267 km
Mapa

Tags: , , , ,

Komentowanie zablokowane.