Zakopane

2010
06.03

dsc_1015Pomysł wyjazdu w nasze piękne Tatry pojawił się już w połowie maja. Jednak kolejna powódź stulecia pokrzyżowała nam plany i finalnie na Podhalu  zawitaliśmy w ostatni weekend maja. Zapraszam do zapoznania się z relacją.

Dzień 1

Późnym popołudniem tzn po 18.00 startujemy z Łodzi, ponieważ po 21 robi się ciemno, a jeżdżenia w nocy nie lubię bardziej od ciepłego piwa, gnamy co sił Gierkówką, później autostrada A4 i finalnie Zakopianką. Czyli najgorsze na koniec… :/ Po 4h jazdy jesteśmy na miejscu. Do dyspozycji mamy superowy apartamencik z widokiem na giewont. Bajka. Robimy herbatę i idziemy spać, wszak jutro w górki.

Dzień 2

Wyspani i wypoczęci robimy śniadanko i ochoczo wyruszamy w dolinę Chochołowską. Pikne te nasze Tatry, oj pikne. Strumyki, drzewa, powietrze… miło się idzie. Nawet tłumów jak na Zakopane nie ma. Pewnie przez tę niepewną aurę. Dochodzimy do schroniska na Polanie. Tam posiłkujemy się batonami, szarlotką, bigosem, kawą i herbatą. Planujemy iść dalej tzn wyżej, niestety wcześniej wspomniana niepewna aura daje znać o sobie. Zaczyna lekko kropić. Zarządzamy odwrót, z kwadransa na kwadrans mocniej pada, a gdy dochodzimy już do parkingów leje jak z cebra. Nasze spodnie są kompletnie mokre, na szczęście kurtki przeciw deszczowe jeszcze się do końca nie poddały. Wsiadamy na moto i jedziemy na kwaterę, tam się suszymy i rozgrzewamy. Późnym popołudniem idziemy do Karczmy Siwór gdzie akurat jest wesele. Co prawda nie w stylu czysto góralskim ale to zawsze jakiś folklor. Mimo trwającego wesela dostajemy strawę i napoje (także wyskokowe) . Powrót do apartamentu i tak się kończy nasz 2 dzień.

Dzień 3

Dzisiaj niedziela więc czas powrotu, jednak przed powrotem chcemy jeszcze zaliczyć jedną króciutką ale malowniczą dolinę: Stronżyską. Co nam zajmuje z dojazdem ok 2-2.5 godziny. Po spacerze wracamy do bazy, pakujemy się i wyruszamy do Łodzi. Za nowym Targiem napotykamy gigantyczny korek (wow) chcąc go ominąć próbuję  odbić w stronę Wadowic, niestety powódź uszkodziła liczne drogi więc się muszę przeprosić z Zakopianką. Powód zatoru był dla nas smutnym doświadczeniem. Dwa wypadki motocyklowe w tym jeden śmiertelny skutecznie zniechęciły nas do szybkiej jazdy. Za Rabką w końcu odbijamy na Wadowice do których dojeżdżamy bez większych problemów. Asia chciała spróbować tej słynnej kremówki, co też czynimy. Akurat trafiamy na wielką galę, która okazuje się świętowaniem jubileuszu urodzin naszego Papieża (uroczystość była przełożona z kwietnia). Wielka gala, z orkiestrami dętymi chyba z całego powiatu. Po kremówce ruszamy w dalszą drogę, niestety w wielkim deszczu. Tym razem jesteśmy przygotowani na kaprysy pogody a zainwestowane pieniądze w dobre motobuty wydają się najlepszą inwestycją w tym momencie. Z Wadowic, prujemy na północ, przez Jurę Krak-Czestochowską do domu do którego dojeżdżamy bezpiecznie wieczorową porą.

Reasumując, chociaż szczytów wysokich nie zdobyliśmy, fajnie się było wyrwać na weekend i odetchnąć pełna piersią od miejskiego zgiełku. Za tydzień Karpacz.

Kilometraż: 760 km
Mapka

Jeden komentarz dla wpisu “Zakopane”

  1. kobra pisze:

    Kolejna genialna wycieczka, na którą zabrał mnie mąż:)