Wyprawa na Słowację

2010
06.18

dsc_1281Jeden z kluczowych dostawców w pracy zaprosił mnie na wyprawę motocyklową na Słowację, która po części  ma być także szkoleniem ;). Plan jest prosty, spotykamy się w Radomiu i kolumną motocyklistów lecimy do naszych południowych sąsiadów. Nie chcąc wstawać bladym świtem i pędzić z Łodzi do Radomia,  cwaniakuję i nocuję na działce nad zalewem Sulejowskim, która wypada praktycznie w połowie trasy Łodz-Radom.

Dzień 1

Około 7 rano ruszam z działki, w Radomiu jestem praktycznie co do minuty. Grupa się spóźnia ponad 20 minut, spoko. Flagowym (prowadzącym) jest dobry znajomy Tomek Kulik (między innymi wyprawa do Lwowa, Rajd Felkowski). Szybkie przywitanie się z wszystkimi uczestnikami, mała zamiana zdań i ruszamy. Przebijamy się przez Kraków, wpadamy w kilka korków ale tragedii nie ma. Pierwszy postój wypada na Zakopiance, zatrzymujemy się w chłopaskim Jadle. Z pełnymi brzuchami docieramy do Polsko-Słowackiego przejścia w Chyżnem. Za granicą czekają nas piękne serpentyny, które są mi już dobrze znane podczas samotnej wyprawy wokół Tatr. Docieramy do naszej pierwszej bazy, leży ona nad Liptovska Marą (jez. Liptowskie).Po zakwaterowaniu zaczynamy od godzinnego szkolenia na temat papieru. Później już tylko zakrapiana kolacja i rozmowy do późnego wieczora, bardzo późnego :).

Dzień 2

Raniutko zostaliśmy zawiezieni busem w góry. Niestety pogoda nas nie rozpieszcza, siąpi i jest zimno, widoczność do kilkunastu metrów. Ze wspinaczki nici. Kożystamy z wyciągu narciarskiego, po chwili jesteśmy już na górze w schhronisku. W drodzę powrotnej, łapiemy lunch w postaci pstrąga, pychota! Ten ciężki dzień należy zakończyć relaksem, dlatego lądujemy w Tatralandii czyli kompleksie basenów z naturalnie gorącą czasem śmierdzącą siarą wodą. Wieczór tendencyjnie czyli wystawna kolacja, tym razem mniej zakrapiana bo przecież następnego dnia jedziemy już motocyklami.

Dzień 3

Kierujemy się na południe ku Węgierskiej granicy. Znowu liczne serpentyny powodują babana na mej twarzy. Mimo że odległość nie jest wielka, zabudowania się zmieniają, jest jak by cieplej, klimat bardziej południowy. Jak się później okazuje te tereny należały kiedyś do wegrów, stąd odmienna zabudowa. Docieramy do jaskini Domica, która charakteryzuje się dużymi, przestronnymi komnatami – znany jest na przykład Majkov dóm z kaskadowymi jeziorkami nazywanymi Łaźnie Rzymskie. Wnętrze jaskini jest wyjątkowo bogate w przeróżne nacieki, kaskadowe jeziorka, cebulowe stalaktyty i pagodowe stalagmity. Następnie jedziemy do pałacu Betliar w którym oglądamy liczne dzieła, okazy z polowań (także głowe słonia) oraz okazałą bibliotekę zawierającą ponad 14 tysięcy tytułów. Po zwiedzaniu, klasycznie, kolacja, tym razem wszyscy się oszczędzają (patrz zdjęcia) bowiem jutro kawał drogi do przejechania. Ja mam ponad 500, będzie nie źle.

Dzień 4.

Wyjazd punktualnie o 8.30 (co za dyscyplina), bez problemów docieramy do Zakopianki, gdzię wszyscy się żegnają i tworzą małe grupki w zależności od kierunku jazdy. Ja z trójką towarzyszy kierujemy się na Wadowice, gdzie łapie nas potworna ulewa (czy w tym mieście zawsze pada? grrr). Od tego miejsca  jadę już sam, oczywiście nie przeładowaną Zakopianką lecz pustą i nie źle mi już znaną Jurą Krak.-Częst.

Reasumując. Dziękuję firmie Europapier za zaproszenie na wyprawę, poznałem ciekawych ludzi, których łączy wspólna pasja i praca. Mam nadzieję, że zaproszą mnie za rok.

Kilometraż: 1174 km

Zobacz dużą mapę

Komentowanie zablokowane.