Rajd Felkowski już od dawna zajmuje jedną z ważniejszych pozycji w moim motocyklowym kalendarzu. Pewnie pierwsza myśl na samo słowo „rajd” przynosi obraz szaleńców na motocyklach, ryczących maszyn, porwanych niewiast… nic bardziej mylnego. Rajd Felkowski to kwintesencja motocyklizmu, czerpanie radości z jazdy, podziwianie widoków i nieśpieszne zaliczanie kolejnych checkpointów.
Dzień 1
Miejsce rajdu było dość blisko od Łodzi bo w małej miejscowości Topornia za Opocznem, więc wyruszyłem późnym popołudniem po pracy. Kierunek na wschód, na Opoczno. Bez problemu dotarłem do bazy, gdzie już w doskonałych humorach była duża grupa innych uczestników. Nersu (kolega z forum ADV i nowy właściciel mojego F650GS a zarazem współtowarzysz w rajdzie) był już na miejscu. Skierowaliśmy się do biura rajdu aby przydzielono nam domek i wyrko. Świetna organizacja, wszystko bez problemu. Mimo iż jedyną znaną osobą był Nersu z wszystkimi można rozmawiać jak by się ich znało dobre kilka lat. Wieczór spędzamy w ośrodkowym barze, racząc się złocistym napojem i przekąszając je karkóweczką, skrzydełkiem lub kiełbasą. Wspomnienia o wyprawach z mijającego lata przeplatają się z planami na przyszły sezon. Tego wieczoru deklaruję się na udział w wyprawie do Lwowa, bynajmniej nie w przyszłym sezonie tylko późna jesienią.
Robi się dość późno, w dobrym humorze idę spać co by jutro nie zaspać na start.
Dzień 2
Poranek bez pośpiechu, w oczekiwaniu na śniadanie jest PPS czyli poranny przegląd sprzętów :). Wszyscy chodzą wokół motocykli, na ogól nie swoich, i wymieniają się komentarzami. W wielkie zdziwienie wprawia rozbity motocykl Doktorskiego który jak sam później deklaruje, wystartował w kategorii najszybciej zakończony rajd. Powiem szczerze, że moto wyglądało strasznie w konfrontacji z jelonkiem. Plastiki połamane, elektronika wisi na zewnątrz, tu i ówdzie kawałki futra, flaków i krew. Szok. Doktorski mimo skasowania jelonka nie zaliczył szlifa. Naprawdę wielki szacun i masa masa szczęścia.
Po śniadaniu start przeciąga się w nieskończoność. Ogłasza się zasady rajdu, najważniejsze jest zaliczenie wszystkich punktów, zaliczenie sprawności na punktach, kilometraż a na końcu czas przejazdu. Reasumując, lepiej jechać wolno i uważnie niż przegapić skręt i nadrabiać kilometry. Zostają również wyjaśnione zasady czytania roadbooka gdzie są co do metra rozpisane skręty, krzyżowania itp. Start. Start to w zasadzie kupa zabawy, należy dobiec w worku do motocykla mając na sobie pełny ubiór motocyklowy wliczając w to kask. Ubaw po pachy. Po zmierzeniu czasu naszego sprintu dostajemy do ręki nr startowe, roadbooki oraz zdjęcia punktów, które musimy znaleźć. Ja nawiguję, Nersu szuka punktów. Na punktach tak jak wcześniej wspomniałem są liczne konkurencje tj. kto to jest druciarz? strzelanie z pistoletu do celu, rozpoznanie maskotki (co sprawiało największe trudności), trafienie kluczykiem do stacyjki mając na oczach drunkgoogle (efekt wizualny taki jak po zrobieniu pół litra), wiedza na temat pierwszej pomocy, przepychanie wielkiej piłki przy pomocy motocykla oraz wiele wiele innych. Nawet na mecie było zadanie do wykonania – slalom miedzy słupkami, gdzie liczył się najwolniejszy czas przejazdu a podparcie znaczyło dyskwalifikację. Udało mi się przejechać wolno i bez podparcia, niestety Nersu poległ, ale nie można mieć mu za złe bo dopiero co odebrał ode mnie moto.
Po zapisaniu naszego przebiegu, zakończyliśmy rajd gdzieś w środku stawki. Za rok będzie lepiej. Wieczór był podobny do poprzedniego, czyli browarki i żarcie. Jakoś trzeba było utopić smutki z powodu przegranej :D
Dzień 3
Poranek do lekkich nie należał ale śniadanie postawiło na nogi, przed powrotem w rodzinne strony było trochę latania po okolicznych winklach. W końcu sezon zbliża się powoli ku końcowi, zostało raptem miesiąc jeżdzenia. Reasumując. Ogólne wrażenia super, lajtowa jazda, przyjacielska atmosfera i świetna organizacja. Jestem na bank na kolejnym rajdzie felkowskim… szkoda że jest tylko raz do roku. Ave.
- Poranny przegląd sprzętów
- Sarenka zaliczona bleee…
- WSK się popsuła?
- Pamiątka po wieczorku zapoznawczym :)
- Honda DN-01… taka ciekawostka
- Tłum się zbiera przed startem
- Nersu ze swoją nową maszyną
- Park maszyn
- BMW Team
- Fellini prezentujący roadbooka
- Czekamy na start
- Pierwsza konkurencja, bieg w worku.
- „Dawaj dawaj Teku!” krzyczał Nersu
- Przygotowanie do jazdy
- Strzelanie do celu
- Symulowanie trafieniem kluczykiem w stacyjkę po pijaku
- Neru w drunkgoglach
- Zbieranie wpisów na checkpointach
- Endurowanie
- Winkielek
- Logo rajdu
Tags: rajd felkowski, topornia





















Skoro tak się podoba, to rzeczywiście szkoda, że tylko raz do roku organizuje się Rajd Felkowski:) Lubię uśmiech na Twojej twarzy, mężu. Pojawia się on m.in. dzięki takim właśnie imprezom. Więc dlaczego nie?;)