Przyszła pora aby zapuścić się troszkę dalej od domu. Nie tracąc czasu na myślenie (często mi się to zdarza), wpadam na jakże oryginalny pomysł: Jura Krakowsko-Częstochowska. Rejon Polski, który jest wybitnie eksploatowany przez motonitów. Mimo tego iż jest to okres wakacyjny liczymy, że jeszcze się znajdzie miejsce na jedno nieduże moto. Zatem pewnik, startujemy, Jura jest nasza :)
Dzień 1
Kufry i tankbag bez problemu mieszczą nasze graty, jedziemy krajową trasą nr 1 w kierunku Częstochowy, koleiny i tiry trochę uprzykrzają życie, więc już w Kamieńsku odbijamy na boczną trasę nr 91 w kierunku Olsztyna. Prawdziwy banan na mym ryju pojawia się gdy zjeżdżamy na lokalne drogi, wijące się po pagórkach mocno winklowane czarne dywaniki. Piękne te Jurajskie okoliczności przyrody. Niestety mam problem z mapą, która nie mieści się w mapniku i co chwilą się wysuwa. Sprawę załatwia sznurek wzięty od pobliskiego gospodarza. Bez sznurka i izolacji ani rusz. :) Docieramy w końcu do pierwszego celu, charakterystyczne ruiny Olsztyńskiego zamku widać nawet z „Gierkówki”, spacer, kilka fot i jedziemy dalej. Mirów i Bobolice, ten drugi należy do prywaciarza, który zaczął go remontować z zamiarem otwarcia hotelu (miejscowe ploty). W karczmie w Mirowie łapiemy coś do wszamania, niestety w okresie wakacyjnym karczma jest masowo oblegane przez turystów, zatem odradzam tam jakikolwiek posiłek. Morsko. Tutaj niestety wtopa, zamek figuruje tylko w opisach, aktualnie znajduje się tam ośrodek wypoczynkowy. Zniesmaczeni lecimy do Ogrodzieńca. Szukamy noclegu, z czym nie ma najmniejszego problemu. Widok z pokoju wprost na zamczysko, tour odkładamy na ranek następnego dnia a swoje kroki kierujemy do… karczmy. A jakże.
Dzień 2
Rano, odziani w cywilne ciuchy, jesteśmy jednymi z pierwszych turystów. Ogrodzieniec robi całkiem duże wrażenie, szkoda tylko że to kolejne ruiny. Ach ci Szwedzi! Spacer, foto do dokumentacji i w drogę. Ruiny zamku w Bydlinie a następnie pustynia Błędowska. Nie dziwi fakt, iż jeżdżą po niej offroadowcy, w końcu to wymarzone miejsce dla takich sprzętów. Jazda. Lejący się żar z nieba, nie zachęca do jazdy w pełnych moto ciuchach, ale nie ma wyjścia. Po drodze do Pieskowej Skały, zahaczamy o ruiny w Rabsztynie. W Pieskowej Skale szukamy noclegu, nie ma z tym najmniejszego problemu. Ponieważ jest późne popołudnie, zwiedzanie odkładamy na następny dzień.
Dzień 3
Niestety okazuje się że w piątek muzeum zamkowe jest zamknięte, więc pozostaje nam obejrzeć tylko dziedziniec i kilka sal. No trudno, będzie trzeba kiedyś wrócić. Komu w drogę temu w czas. Jedziemy na południe przez Ojców. Oczywiście po drodze fota przy maczudze Herkulesa. Na tak krótkim odcinku mijamy kilkanaście motocykli, trasa rewelacyjna, same winkle a asfalt nówka sztuka. Odbijamy na północ, przez Wolbrom, Smoleń (kolejne ruiny) do miejscowości Pilica. Gdzie znajduje się dość mocno zrujnowany pałac a zarazem ostatni punkt naszej eskapady.
Jura jest piękna, zatem nie dziwi liczba mijanych motocykli. Każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi średniej jakości, od szutrów po nowo wylane asfaltowe dywaniki. Trzeba będzie tam wrócić.
Kilometraż: 450
Pokaż Jura 2008 na większej mapie










[...] Bobolicach a później Ogrodzieniec, wszystko wygląda znajomo, bo przecież tutaj byłem z plecaczkiem w 2008 roku. Odpuszczamy sobie Odcinki Specjalne wiodące przez pustynię, w końcu ani opony ani technika nie [...]
wspaniała, pełna atrakcji podróż!byle takich więcej!:D